Od Autorki- Przepraszam ze tak długo nie dodawałam i ze teraz jest tylko 1/4 ale nie chciało mi się przepisywać z zeszytu i musiałam się zając drugim blogiem.
To link do drugiego bloga...
http://historia-niesmiertelnych.blogspot.co.uk/
PS. reszta OneShot'a będzie jutro albo po jutrze na 100%. :-D
Tak bardzo go kocham. Zmienił mnie z nieśmiałej, naiwnej służącej w pewną siebie, popularną dziewczynę. Tak wiele mu zawdzięczam.To z nim chciałam spędzić resztę życia, z nim założyć rodzinę, z z nim się ze starzeć. Tak wiele razy wyobrażałam sobie naszą przyszłość.
'Razem z Maxim siedzę sobie na kanapie. Na podłodze dwa małe szkraby kłócą się o zabawkę a my obserwujemy je w tym samym czasie słuchając odgłosów otaczających nas. Szelest liści i gwiżdżący wiatr za oknem oraz strzelanie drewna w kominku wprowadzają miły, relaksujący nastrój. Po chwili wstajemy i idziemy do jadalni zjeść kolacje którą przygotowała gosposia, Ludmiła. Po skończonym posiłku idziemy z powrotem do salonu, siadamy na kanapie a wnuki wtulają się w nas. Opowiadamy im długie historie 'za moich czasów' aż w końcu wszyscy zasypiamy wtuleni w siebie...'
Teraz moje marzenia legły w gruzach. On wyjeżdża. Razem z resztą zespołu wyjeżdża w trasę do Europy. Pewien producent muzyczny widział ich w U-mixie i powiedział ze All4U mogą zrobić wielką karierę.....
środa, 30 października 2013
wtorek, 29 października 2013
czwartek, 24 października 2013
Rozdział 5 część 2
Camilla
Tak bardzo się martwię o Francesce. Rano zadzwonił do mnie Marco i powiedział że Fran jest w szpitalu ale mam się nie martwic i zadzwoni do mnie jak tylko się obudzi.
-nie martw się Cami. Na pewno Marco za chwile zadzwoni i powie że wszystko jest w porządku.
-pewnie masz racje Lu.
-no pewnie ze mam. W końcu jestem Ludmiła Ferro- blondynka pstryknęła palcami jak Lucia, nasza szkolna diva, po czym obie się zaśmiałyśmy. Nagle poczułam wibracje mojej komórki w kieszeni.
-MARCO DZWONI!!!
-to na co czekasz?! odbieraj.
M- halo?
C- hej. I co obudziła się?!
M- tak. Przed chwilą odwiozłem ją do domu.
C- to dobrze. A przyjdzie jutro do Studia?
M- zależy jak die będzie czuła.
C- aha. Tak w ogóle to co jej się stało?
M- zemdlała po tym jak Luca powiedział jej ze ich rodzice nie żyją.
L- biedna. Współczuje jej.
M- ty też tam jesteś Lu?
L- nie to tylko twoja wyobraźnia- odpowiedziała sarkastycznym tonem.
M- muszę już kończyć bo mama wygania mnie do sklepu.
C & L- okej to papa
M- pa dziewczyny.
Leon
Lara się na mnie obraziła. W sumie nie dziwie się jej. Cały czas nawijam o Violettcie i o tym jak bardzo ją zraniłem a ona cierpliwie czekała ale w końcu puściły jej nerwy. Musze jej to wynagrodzić. Ale jak?.......... JUŻ WIEM!!!! Nie długo ma urodziny więc sprawie by zapamiętała ten dzień do końca życia.......
Od Autorki: Wiem że na razie rozdziały są nudne ale dopiero się rozkręcam. Obiecuje że niedługo zacznie się robić BARDZO ciekawie :-D Czekam na komentarze <3
PS. One Shot'a dodam w Niedziele.
Tak bardzo się martwię o Francesce. Rano zadzwonił do mnie Marco i powiedział że Fran jest w szpitalu ale mam się nie martwic i zadzwoni do mnie jak tylko się obudzi.
-nie martw się Cami. Na pewno Marco za chwile zadzwoni i powie że wszystko jest w porządku.
-pewnie masz racje Lu.
-no pewnie ze mam. W końcu jestem Ludmiła Ferro- blondynka pstryknęła palcami jak Lucia, nasza szkolna diva, po czym obie się zaśmiałyśmy. Nagle poczułam wibracje mojej komórki w kieszeni.
-MARCO DZWONI!!!
-to na co czekasz?! odbieraj.
M- halo?
C- hej. I co obudziła się?!
M- tak. Przed chwilą odwiozłem ją do domu.
C- to dobrze. A przyjdzie jutro do Studia?
M- zależy jak die będzie czuła.
C- aha. Tak w ogóle to co jej się stało?
M- zemdlała po tym jak Luca powiedział jej ze ich rodzice nie żyją.
L- biedna. Współczuje jej.
M- ty też tam jesteś Lu?
L- nie to tylko twoja wyobraźnia- odpowiedziała sarkastycznym tonem.
M- muszę już kończyć bo mama wygania mnie do sklepu.
C & L- okej to papa
M- pa dziewczyny.
Leon
Lara się na mnie obraziła. W sumie nie dziwie się jej. Cały czas nawijam o Violettcie i o tym jak bardzo ją zraniłem a ona cierpliwie czekała ale w końcu puściły jej nerwy. Musze jej to wynagrodzić. Ale jak?.......... JUŻ WIEM!!!! Nie długo ma urodziny więc sprawie by zapamiętała ten dzień do końca życia.......
Od Autorki: Wiem że na razie rozdziały są nudne ale dopiero się rozkręcam. Obiecuje że niedługo zacznie się robić BARDZO ciekawie :-D Czekam na komentarze <3
PS. One Shot'a dodam w Niedziele.
wtorek, 22 października 2013
Rozdział 5 część 1
(następnego dnia)
Francesca
Obudziłam się w przestronnej białej sali. Ostatnia rzecz którą pamiętam to słowa Luci 'oni nie żyją'. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Po chwili do sali wszedł lekarz.
-ktoś chce się z panią zobaczyć. Mówił że ma na imię Marcos....
-MARCO (!!!!!!) A NIE MARCOS!!!!!!- usłyszałam z za drzwi krzyk mojego chłopaka.
-....Tavelli- dokończył lekarz.
-niech wejdzie- lekarz wyszedł a do sali wparował mój chłopak.
Miał podkrążone oczy i rozczochrane włosy. Na jego twarzy malował się smutek a zarazem strach.
-co ci się stało? Wyglądasz jak byś pól nocy nie spał.
-właściwie to nie spałem całą noc.
-jak to?! Dlaczego?
-martwiłem się o ciebie. Kiedy Luca do mnie zadzwonił od razu tu przyjechałem i spędziłem tu resztę nocy.
-naprawdę- chłopak skinął głową a do moich oczu naleciały łzy szczęścia- kocham cie- powiedziałam po czym rzuciłam się mu na szyje i mocno przytuliłam.
Francesca
Obudziłam się w przestronnej białej sali. Ostatnia rzecz którą pamiętam to słowa Luci 'oni nie żyją'. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Po chwili do sali wszedł lekarz.
-ktoś chce się z panią zobaczyć. Mówił że ma na imię Marcos....
-MARCO (!!!!!!) A NIE MARCOS!!!!!!- usłyszałam z za drzwi krzyk mojego chłopaka.
-....Tavelli- dokończył lekarz.
-niech wejdzie- lekarz wyszedł a do sali wparował mój chłopak.
Miał podkrążone oczy i rozczochrane włosy. Na jego twarzy malował się smutek a zarazem strach.
-co ci się stało? Wyglądasz jak byś pól nocy nie spał.
-właściwie to nie spałem całą noc.
-jak to?! Dlaczego?
-martwiłem się o ciebie. Kiedy Luca do mnie zadzwonił od razu tu przyjechałem i spędziłem tu resztę nocy.
-naprawdę- chłopak skinął głową a do moich oczu naleciały łzy szczęścia- kocham cie- powiedziałam po czym rzuciłam się mu na szyje i mocno przytuliłam.
Info
Chciałam was powiadomić ze rozdział pojawi się dzisiaj wieczorem a tak długo go nie było bo pisze dla was One Shot o Naxi który dodam w weekend. :-D
PS. następny One Shot będzie o Marcesce <3
PS. następny One Shot będzie o Marcesce <3
*Ciao*
piątek, 18 października 2013
Rozdział 4
Ludmiła
-uważaj jak łazisz!!!!- krzyknęłam zbierając z podłogi nuty które przed chwilą wytracił mi z rąk pewien chłopak.
-przepraszam nie widziałem cie. Nic ci się nie stało?- słysząc jego melodyjny głos gwałtownie podniosłam się z podłogi i nasze oczy się spotkały.
-nie i nie musisz przepraszać to moja wina. Jestem Ludmiła- powiedziałam słodkim głosikiem. Chłopak miał duże brązowe oczy i włosy na pól metra postawione na żelu.
-Federico- przedstawił się i uścisnął moją dłoń a przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
-wybierasz się na bal?- spytałam żartobliwie. Miał na sobie czarne rurki, białą koszulkę w czerwone paski i czarną marynarkę. Federico spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym 'serio?'.
-nie, taki mam styl.
-dosyć oryginalny. Podoba mi się- chłopak od razu się uśmiechnął a ja razem z nim.
-może pójdziemy do Resto?- spytał.
-pewnie- zgodziłam się a on chwycił mnie za rękę i poprowadził w stronę Resto Band'u.
Camilla
'Enciende tu equipo
sube el volumen
para entender al mundo
abre tu puerta
grita en tu muro
para encontrar el rumbo
deja que pase
llora si quieres
quita el dolor profundo
ríe por nada
cuenta conmigo
déjale a tu corazon
muestra tu destino......
......ven y canta
sigue cantando
piénsalo en color es hoy
que tu sueño es mi canción'
-pięknie śpiewasz.
-dzięki.
-i ślicznie się rumienisz.
-Seba.....
-no co? To prawda. Twoje oczy, usta, nosek..... - powoli przybliżał się do mnie a kiedy nasze usta dzieliły milimetry do sali wparował nasz nierozgarnięty nauczyciel od muzyki, Beto. Seba odskoczył ode mnie jak oparzony wpadając przy tym na kontrabas który przewrócił się na parę innych instrumentów.
-PETUNIA!!!!! NIE!!! nie umieraj kochana.....
-Beto, to tylko skrzypce.
-TYLKO SKRZYPCE?! TO NIE SA TYLKO SKRZYPCE!!!!!
-dobrze dobrze- powoli wycofaliśmy się zostawiając Beto samego w zdemolowanej sali.
-idziemy do Resto?- spytał mój chłopak.
-jasne chodzmy.
-uważaj jak łazisz!!!!- krzyknęłam zbierając z podłogi nuty które przed chwilą wytracił mi z rąk pewien chłopak.
-przepraszam nie widziałem cie. Nic ci się nie stało?- słysząc jego melodyjny głos gwałtownie podniosłam się z podłogi i nasze oczy się spotkały.
-nie i nie musisz przepraszać to moja wina. Jestem Ludmiła- powiedziałam słodkim głosikiem. Chłopak miał duże brązowe oczy i włosy na pól metra postawione na żelu.
-Federico- przedstawił się i uścisnął moją dłoń a przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
-wybierasz się na bal?- spytałam żartobliwie. Miał na sobie czarne rurki, białą koszulkę w czerwone paski i czarną marynarkę. Federico spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym 'serio?'.
-nie, taki mam styl.
-dosyć oryginalny. Podoba mi się- chłopak od razu się uśmiechnął a ja razem z nim.
-może pójdziemy do Resto?- spytał.
-pewnie- zgodziłam się a on chwycił mnie za rękę i poprowadził w stronę Resto Band'u.
Camilla
'Enciende tu equipo
sube el volumen
para entender al mundo
abre tu puerta
grita en tu muro
para encontrar el rumbo
deja que pase
llora si quieres
quita el dolor profundo
ríe por nada
cuenta conmigo
déjale a tu corazon
muestra tu destino......
......ven y canta
sigue cantando
piénsalo en color es hoy
que tu sueño es mi canción'
-pięknie śpiewasz.
-dzięki.
-i ślicznie się rumienisz.
-Seba.....
-no co? To prawda. Twoje oczy, usta, nosek..... - powoli przybliżał się do mnie a kiedy nasze usta dzieliły milimetry do sali wparował nasz nierozgarnięty nauczyciel od muzyki, Beto. Seba odskoczył ode mnie jak oparzony wpadając przy tym na kontrabas który przewrócił się na parę innych instrumentów.
-PETUNIA!!!!! NIE!!! nie umieraj kochana.....
-Beto, to tylko skrzypce.
-TYLKO SKRZYPCE?! TO NIE SA TYLKO SKRZYPCE!!!!!
-dobrze dobrze- powoli wycofaliśmy się zostawiając Beto samego w zdemolowanej sali.
-idziemy do Resto?- spytał mój chłopak.
-jasne chodzmy.
czwartek, 17 października 2013
Rozdział 3 część 2
Lara
-źle się z tym czuje.
-nie musisz.
-muszę. Zraniłem ją.
-to nie twoja wina.
-moja. Tak bardzo ją kochałem, bylem gotowy zrobić dla niej wszystko a kiedy poznałem ciebie w jednej sekundzie wszystkie uczucia zniknęły. Jakby były tylko złudzeniem.
-serce nie sługa- na te słowa lekko się uśmiechnął.
-może- nie wiedziałam co więcej powiedzieć więc usiadłam koło niego i wtuliłam się w jego tors. Siedzieliśmy na balkonie więc mieliśmy świetny widok na rozświetlone Buenos Aires. Avenida 9 Julio nocą wyglądała przepięknie.
Naty
-Naty twój kolega już tu jest- usłyszałam z dołu krzyk mamy.
-Już idę- szybko poprawiłam makijaż i poszłam na duł. Po schodach szlam wolnym krokiem by Maxi mógł się na mnie napatrzyć. Wyglądałam tak......
Kiedy znalazłam się na dole Maxi wręczył mi bukiet czerwonych róż. Czyli Camilla mówiła prawdę. Róże to moje ulubione kwiaty. Uwielbiam je a zwłaszcza czerwone. Pożegnałam się z mamą i razem z Maxim ruszyliśmy w stronę parku.
-gdzie idziemy?- spytałam.
-zobaczysz.
-ale...
-żadnych ale. A teraz zamknij oczy- posłusznie spełniłam jego prośbę. Chociaż to był bardziej rozkaz niż prośba. Szliśmy tak w ciszy przez jakieś dziesięć minut a Maxi przez cały czas trzymał mnie za rękę co mi się podobało.
-już jesteśmy. Możesz otworzyć oczy- powoli otworzyłam oczy a to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach.
-co jest?! Nie podoba ci się?! No nie znowu się zbłaźniłem?!- chłopak zaczął panikować.
-Nie Maxi, nie zbłaźniłeś się- powiedziałam a chłopak od razu się uśmiechnął.
-naprawdę?
-tak- Maxi złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę stolika. Jedliśmy, wygłupialiśmy się i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nawet mieliśmy małą wojnę na jedzenie a w pewnej chwili nasze usta znalazły się niebezpiecznie blisko siebie. Bardzo chciałam tego pocałunku ale czy on też........
-źle się z tym czuje.
-nie musisz.
-muszę. Zraniłem ją.
-to nie twoja wina.
-moja. Tak bardzo ją kochałem, bylem gotowy zrobić dla niej wszystko a kiedy poznałem ciebie w jednej sekundzie wszystkie uczucia zniknęły. Jakby były tylko złudzeniem.
-serce nie sługa- na te słowa lekko się uśmiechnął.
-może- nie wiedziałam co więcej powiedzieć więc usiadłam koło niego i wtuliłam się w jego tors. Siedzieliśmy na balkonie więc mieliśmy świetny widok na rozświetlone Buenos Aires. Avenida 9 Julio nocą wyglądała przepięknie.
![]() | |
| Avenida 9 Julio (Najszersza ulica świata) |
Naty
-Naty twój kolega już tu jest- usłyszałam z dołu krzyk mamy.
-Już idę- szybko poprawiłam makijaż i poszłam na duł. Po schodach szlam wolnym krokiem by Maxi mógł się na mnie napatrzyć. Wyglądałam tak......
Kiedy znalazłam się na dole Maxi wręczył mi bukiet czerwonych róż. Czyli Camilla mówiła prawdę. Róże to moje ulubione kwiaty. Uwielbiam je a zwłaszcza czerwone. Pożegnałam się z mamą i razem z Maxim ruszyliśmy w stronę parku.
-gdzie idziemy?- spytałam.
-zobaczysz.
-ale...
-żadnych ale. A teraz zamknij oczy- posłusznie spełniłam jego prośbę. Chociaż to był bardziej rozkaz niż prośba. Szliśmy tak w ciszy przez jakieś dziesięć minut a Maxi przez cały czas trzymał mnie za rękę co mi się podobało.
-już jesteśmy. Możesz otworzyć oczy- powoli otworzyłam oczy a to co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach.
-co jest?! Nie podoba ci się?! No nie znowu się zbłaźniłem?!- chłopak zaczął panikować.
-Nie Maxi, nie zbłaźniłeś się- powiedziałam a chłopak od razu się uśmiechnął.
-naprawdę?
-tak- Maxi złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę stolika. Jedliśmy, wygłupialiśmy się i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nawet mieliśmy małą wojnę na jedzenie a w pewnej chwili nasze usta znalazły się niebezpiecznie blisko siebie. Bardzo chciałam tego pocałunku ale czy on też........

środa, 16 października 2013
Rozdział 3 część 1
Zaglądajcie do zakładki "Bohaterowie"
Violetta
-Violetta otwórz te drzwi!!!!!
-NIE!!!!!!!- mój tata, Angie, Olga i Ramallo już od dobrej godziny próbują mnie wyciągnąć z pokoju. Nawet próbowali mnie przekupić. Olga przyniosła ciasto czekoladowe, Angie nową gitarę, tata nowego iPada.
-ALE JA CHCE LEONA!!!!!!!!- wykrzyknęłam i znowu wybuchłam niekontrolowanym płaczem. Jeszcze nikomu nie mówiłam co się stało bo zaraz wszyscy by za mną latali i przytulali a to by tylko pogorszyło sprawę. Nie chciałam już o tym myśleć więc walnęłam się na łóżko pokryte zasmarkanymi chusteczkami i odpłynęłam do krainy morfeusza....
Maxi
Dzisiaj moja randka..... ZNACZY SPACER z Naty! Skarciłem sam siebie w myślach. Przecież ona na pewno nic do mnie nie czuje. No bo jak tak piękna i utalentowana dziewczyna mogła by zakochać się w takim 'rapującym hipopotamie ' jak ja? Ale jednak muszę mieć pewność nawet jeśli to zniszczy naszą przyjaźń. Mam już nawet plan.......
Naty
Za godzinę idę z Maxim na spacer. Trochę się denerwuje bo chce mu dzisiaj powiedzieć co do niego czuje. Nagle zadzwonił mój telefon a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Camilli.
N: Hej Cami.
C: Hej. I jak denerwujesz się przed randką?
N: Cami już ci mówiłam ze to zwykły......
C: Tak, tak wiem 'to tylko zwykły spacer' ale gdyby tak było Maxi nie wypytywałby się o to czy lubisz pikniki, jakie są twoje ulubione kwiaty, jedzenie......
N: Naprawdę się tak o mnie wypytywał???
C: Naprawdę.
N: Cami nawet nie wiesz jak się ciesze!!!!!!!!!!!! (:-D)
Francesca
-Oni......nie żyją!!!!
-Co?!! Jak to?- spytałam ze łzami w oczach.
-Chcieli zrobić ci niespodziankę i przyjechać na twoje osiemnaste urodziny ale ich samolot... się... rozbił.... i oni...
-Nie przeżyli...-dokończyłam za niego. Po moich policzkach spływały pojedyncze łzy aż w końcu nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem. Luca próbował mnie pocieszyć ale sam ledwo się trzymał.
Nagle zakręciło mi się w głowie i wszystko zrobiło się ciemne...... Widziałam jak Luca coś do mnie krzyczy ale jedyne co słyszałam to bicie mojego serca.....Po chwili wszystko dookoła pochłonęła ciemność..........
Rozdział 2
Od Autorki:
- Po pierwsze chciałam powiedzieć że rozdziały będą na 99% pojawiać się co dziennie lub co drugi dzień.
- Po drugie chce żebyście więcej komentowali bo im więcej komentarzy tym więcej weny a jak będzie wena to będzie fajny rozdział :-D
- Po trzecie glosujcie w ankietach i piszcie w komentarzach odpowiedzi na pytania które zadaje w postach żebym wiedziała co chcecie zobaczyć :-D
- I jeszcze jedno rodzice Marco to Julio (czyt. Hulio) i Diana.
O następnych rozdziałach:
- Będzie randka Naxi <3
- Poznacie nowych bohaterów których ja wymyśliłam.
- Ludmiła pozna pewnego chłopaka.....
- Trochę Leonary <33
- Semi :-D
- Załamana Violetta xD
Marco-
Od godziny tylko chodzę w kółko po całym pokoju a przez myśli przelatują mi najczarniejsze scenariusze. Co jak jej nie polubią? Albo zabronią mi się z nią spotykać? Chyba bym tego nie przeżył. Moi rodzice nigdy nie lubili dziewczyn z którymi się spotykałem. Jedna była zbyt gruba, druga za chuda, trzecia za brzydka i to się ciągnęło w nieskończoność. Jedyna dziewczyna która przypadła do gustu moim rodzicom to Lucia. Pusta blondyna która uważała się za gwiazdę.
Spojrzałem na zegarek... BYŁA 19:40 !!!!!!!. Jak oparzony rzuciłem się w stronę drzwi od łazienki. Fran ma tu być już za dwadzieścia minut. Wziąłem szybki prysznic, ogoliłem się i uczesałem po czym zarzuciłem na siebie garnitur który kupiła mi mama.
Wyglądałem idiotycznie ale moi rodzice są bardzo wymagający. Szybko zszedłem na dół i razem z rodzicami czekałem na Fran....
Została minuta do ósmej. Rodzice nienawidzą jak ktoś się spóźnia. Uważają to za brak szacunku. Trzydzieści sekund... dwadzieścia... dziesięć... pięć... cztery... trzy... dwa... jeden... Zer....Dzwonek do drzwi?.
-Punktualna- Rzekła mama z uśmiechem na twarzy- Ma u mnie plus.
-Claro idź otworzyć drzwi- krzykną tata w stronę kuchni gdzie była gosposia .
-NIE...ja pójdę- niczym torpeda ruszyłem w stronę drzwi i otworzyłem je. Kiedy zobaczyłem dziewczynę stojącą w progu to mnie zatkało. Była ubrana w piękną żółtą sukienkę w czarne kropki z czarnym paskiem w tali oraz buty tego samego koloru. Miała lekki makijaż który świetnie pasował do tej kreacji ale nie rzucał się za bardzo w oczy. Wyglądała tak cudownie a zarazem naturalnie. Tak olśniła mnie swoim wyglądem że na chwile odpłynąłem od rzeczywistości ale kiedy usłyszałem za moimi plecami głośne chrząkniecie natychmiast wróciłem na ziemie. Jeden minus dla mnie.
-Zamierzasz w końcu zaprosić tą damę do środka jak prawdziwy dżentelmen czy dalej będziesz tak stal jak słup soli?- Spytał ojciec z bardzo poważnym wyrazem twarzy. Czasem się go naprawdę boje.....
Francesca
Marco dalej się na mnie gapił wiec jego tata zaprosił mnie do środka. Ich dom był bardzo duży a wnętrze urządzone przez najlepszych projektantów, było pokryte ciepłymi kolorami wypełniającymi każdy pokój. Dom posiadał przestronny przedpokój i dużą kuchnię z ogromną jadalnią.
W salonie znajdowało ogromne akwarium słonowodne, w którym znajdowały się rzadkie okazy ryb i roślin.
Jak tylko weszłam do jadalni jego mama zasypała mnie pytaniami.
-A więc jesteś z Włoch tak?
-Tak urodziłam się w Weneci ale parę lat temu przeprowadziłam się tutaj razem z bratem.
-A czemu się przeprowadziliście? Nie podobało ci się tam?
- Podobało i to bardzo ale ktoś musiał zająć się rodzinnym interesem i padło na mojego brata a rodzice kazali mi jechać razem z nim.
-A co to za interes?
-Od wielu lat moja rodzina prowadzi sieć restauracji o nazwie RestoBand.
- Aha- powiedziała i nareszcie dała mi w spokoju zjeść kolację. Reszta wieczoru przebiegła w miłej atmosferze. Clara, gosposia, przygotowała specjalnie dla mnie moje ulubione włoskie dania.......
.......a potem Marco wziął gitarę i zaczął grac. Po chwili jego ojciec usiadł przy pianinie i też zaczął grac a ja i Diana śpiewałyśmy i tańczyliśmy w rytm melodii. Tak dobrze się bawiliśmy że straciłam poczucie czasu.
-Przepraszam ale muszę już iść- powiedziałam patrząc w stronę zegara i już miałam wychodzić kiedy Diana złapała mnie za nadgarstek.
-Francesco, jesteś bardzo ładna i utalentowana a co najważniejsze dobrze wychowana co czyni cie świetną dziewczyną dla mojego syna. Dlatego z przyjemnością ogłaszam ze nadal możecie być parą.
-DZIĘKUJE!!!!!!- Wykrzyczałam po czym razem z Marco wyściskaliśmy ją i Julia (czyt. Hulia). Potem Marco odprowadził mnie do domu gdzie czekał na mnie Luca.
-Francesca musimy porozmawiać- Powiedział łamiącym się głosem.
-Luca o co chodzi?
-Rodzice.....Oni.....
poniedziałek, 14 października 2013
Rozdział 1
Violetta-
Właśnie siedzę w Resto i czekam na Leona. Bardzo się stresuje bo on na pewno przygotował jakąś romantyczną randkę w luksusowej, Włoskiej restauracji....ahhhh. Ze dwie godziny zajęło mi przygotowanie się. Kiedy skończyłam wyglądałam tak......
Kiedy wreszcie skończyli na siebie wrzeszczeć Leon ...... pocałował ją w policzek (!!!!) i wszedł do baru. Był ubrany w czarne rurki, czarną koszulkę, białą marynarkę z podwiniętymi rękawami i biało czarne adidasy. Po prostu ideał......
Kiedy mnie zobaczył szczena mu opadła a na twarzy pojawiła się lekko zakłopotana mina. Podszedł do stolika i usiadł. Dziwne, zwykle całuje mnie w usta i mówi "witaj skarbie" a teraz wygląda jakby się czegoś bał.
-Violetto, musimy porozmawiać.
-Okej, a o czym?
-O nas
-Jak to? Chyba nie zamierzasz mi się oświadczyć co?- spytałam żartobliwym tonem, jednak chłopakowi nie było do śmiechu. Powiem nawet ze gdyby wzrokiem można było zabić to pewnie leżała bym już w trumnie
-A wiec o co chodzi?- spytałam jeszcze raz tym razem na poważnie.
-My.......
-Co my?
-My musimy....
-Co musimy?
-Musimy się.....
-CO?!!!! No wyduś to z siebie.
-Musimy się rozstać- rzucił i wyszedł w pospiechu. Siedziałam tak przez parę minut a kiedy wreszcie do dotarło do mnie co się właśnie stało zaczęłam krzyczeć i płakać tak głośno że pewnie usłyszeli mnie Marsjanie. Moje krzyki usłyszał Luca więc odwiózł mnie do domu bo sama nie dała bym rady.
Kiedy weszłam do domu pobiegłam do pokoju, rzuciłam się na łózko i ryczałam jak bóbr.
Właśnie siedzę w Resto i czekam na Leona. Bardzo się stresuje bo on na pewno przygotował jakąś romantyczną randkę w luksusowej, Włoskiej restauracji....ahhhh. Ze dwie godziny zajęło mi przygotowanie się. Kiedy skończyłam wyglądałam tak......
Kiedy piłam swój sok zobaczyłam za oknem Leona kłócącego się z jakąś dziewczyną. Miała na sobie czarne, dżinsowe spodenki i bluzę w kratkę.
Kiedy wreszcie skończyli na siebie wrzeszczeć Leon ...... pocałował ją w policzek (!!!!) i wszedł do baru. Był ubrany w czarne rurki, czarną koszulkę, białą marynarkę z podwiniętymi rękawami i biało czarne adidasy. Po prostu ideał......
Kiedy mnie zobaczył szczena mu opadła a na twarzy pojawiła się lekko zakłopotana mina. Podszedł do stolika i usiadł. Dziwne, zwykle całuje mnie w usta i mówi "witaj skarbie" a teraz wygląda jakby się czegoś bał.
-Violetto, musimy porozmawiać.
-Okej, a o czym?
-O nas
-Jak to? Chyba nie zamierzasz mi się oświadczyć co?- spytałam żartobliwym tonem, jednak chłopakowi nie było do śmiechu. Powiem nawet ze gdyby wzrokiem można było zabić to pewnie leżała bym już w trumnie
-A wiec o co chodzi?- spytałam jeszcze raz tym razem na poważnie.
-My.......
-Co my?
-My musimy....
-Co musimy?
-Musimy się.....
-CO?!!!! No wyduś to z siebie.
-Musimy się rozstać- rzucił i wyszedł w pospiechu. Siedziałam tak przez parę minut a kiedy wreszcie do dotarło do mnie co się właśnie stało zaczęłam krzyczeć i płakać tak głośno że pewnie usłyszeli mnie Marsjanie. Moje krzyki usłyszał Luca więc odwiózł mnie do domu bo sama nie dała bym rady.
Kiedy weszłam do domu pobiegłam do pokoju, rzuciłam się na łózko i ryczałam jak bóbr.
niedziela, 13 października 2013
Rozdział 00: Prolog
Violetta-
"Drogi pamiętniczku, dzisiaj razem z tatą, Angie, Ramallo i Olgą wracam z wakacji. Tak bardzo się ciesze!!! Nie dawno dowiedziałam się że Angie, która była moją guwernantką, jest MOJĄ CIOCIĄ!!!!!! :-o Na początku byłam zła na tatę że całe życie mnie okłamywał ale w końcu mu wybaczyłam. Angie powiedziała że w Buenos Aires mieszka moja babcia i że będę mogla się z nią zobaczyć kiedy tylko będę chciała. Strasznie się ciesze że już wracamy bo tak bardzo się stęskniłam za moimi przyjaciółmi i Leonem, moim chłopakiem. Mówił że musimy się spotkać jak tylko wyląduje. Pewnie przygotował jakąś romantyczną randkę <3. Same dobre wiadomości!!! O lądujemy.."
Lara-
-Już 15:00. Za chwile lądują - powiedziałam zerkając na zegarek.
-Lara ja nie dam rady jej tego powiedzieć. Ona mnie znienawidzi a jej ojciec mnie zabije!!!!!- mój chłopak chodził po pokoju i krzyczał tak już od godziny- może będzie lepiej jak zostaniemy przyjaciółmi...
-LEON!!!!!!! nawet nie wasz się tak mówić- krzyknęłam ze łzami w oczach- Kochasz mnie?- spytałam już trochę ciszej. Nic nie odpowiedział tylko przyciągnął mnie do siebie, spojrzał w oczy i pocałował.....
"Drogi pamiętniczku, dzisiaj razem z tatą, Angie, Ramallo i Olgą wracam z wakacji. Tak bardzo się ciesze!!! Nie dawno dowiedziałam się że Angie, która była moją guwernantką, jest MOJĄ CIOCIĄ!!!!!! :-o Na początku byłam zła na tatę że całe życie mnie okłamywał ale w końcu mu wybaczyłam. Angie powiedziała że w Buenos Aires mieszka moja babcia i że będę mogla się z nią zobaczyć kiedy tylko będę chciała. Strasznie się ciesze że już wracamy bo tak bardzo się stęskniłam za moimi przyjaciółmi i Leonem, moim chłopakiem. Mówił że musimy się spotkać jak tylko wyląduje. Pewnie przygotował jakąś romantyczną randkę <3. Same dobre wiadomości!!! O lądujemy.."
Lara-
-Już 15:00. Za chwile lądują - powiedziałam zerkając na zegarek.
-Lara ja nie dam rady jej tego powiedzieć. Ona mnie znienawidzi a jej ojciec mnie zabije!!!!!- mój chłopak chodził po pokoju i krzyczał tak już od godziny- może będzie lepiej jak zostaniemy przyjaciółmi...
-LEON!!!!!!! nawet nie wasz się tak mówić- krzyknęłam ze łzami w oczach- Kochasz mnie?- spytałam już trochę ciszej. Nic nie odpowiedział tylko przyciągnął mnie do siebie, spojrzał w oczy i pocałował.....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












